Zakładki:
1) Kontakt
2) Aktualnie czytamy
3) Premiera książki - 18.04.!
4) Recenzują
5) Wydawnictwa
6) Księgarnie internetowe
7) Nasz button
8) Tu nas znajdziesz
9) Konkursy
![]() ![]() ![]() ![]()
|
poniedziałek, 07 maja 2012
Autor: Marcel Pagnol Przekład: Małgorzata Paszke Wydawnictwo: Esprit Rok wydania: 2011, stron 359
Opis: Beztroskie lato, niezapomniany zapach tymianku i lawendy, majestatyczny cień Taoume: pozornie w życiu dorastającego Marcela niewiele się zmieniło, a jednak... Jego ukochany przyjaciel Lili nie może już całymi dniami wędrować z nim po wzgórzach wśród ogłuszającej muzyki cykad, ponieważ pomaga w pracy swojemu ojcu. Zaś sam Marcel poznaje Izabellę – i przeżywa swoje pierwsze młodzieńcze zauroczenie. Tymczasem wielkimi krokami zbliża się rok szkolny – Marcel ma rozpocząć naukę w liceum i jako ambitny młodzieniec chce przynieść chlubę ojcu - nauczycielowi. Nie spodziewa się jednak, jak trudno będzie wdrożyć się w nowe zasady – i nauczyć się je łamać bez ponoszenia kary...
Otrzymałam wspaniałą lekcję o tym, że nie należy odcinać się od przeszłości. Z każdym kolejnym krokiem w życiu powinno się wyciągnąć wnioski ze swojego zachowania; rozpamiętywać piękne chwile i zastanawiać się, co było przyczyną bólu w najtrudniejszych momentach. Ale przede wszystkim pamiętać, dzięki czemu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i co miało wpływ na nasze wychowanie. „Czas tajemnic” jest już trzecim tomem książek Marcela Pagnola z serii „Wspomnienia z dzieciństwa”. Te autobiograficzne teksty, spisane pod koniec życia francuskiego pisarza, stanowią jego dziedzictwo – chronologiczny spis wydarzeń, które uczyniły go takim człowiekiem, jakim zapamiętała go nie tylko rodzina, ale także kolejne pokolenia czytelników. Jak było od samego początku niestety nie dane mi było poznać. Poznałam Marcela dopiero, kiedy w wieku jedenastu lat odkrywał wartość pracy i prawdziwej przyjaźni. Razem z Lilim stanowili niemal braterski duet – wszędzie chodzili razem, dzielili ze sobą pasje, wszelkie radości i smutki. Zastawianie pułapek stało się ich codziennym rytuałem, którego każdy z nich wytrwale starał się przestrzegać. Jednakże i Marcel, i Lili byli już dużymi chłopcami i nadszedł czas, by jeden z nich zaczął pomagać ojcu w pracy przy gospodarstwie. W tym czasie Marcel miał przygotowywać się do nowego roku szkolnego. Pierwszy dzień w liceum zbliżał się wielkimi krokami. W skupieniu na nauce i polowaniach przeszkodziła mu jednak śliczna, charakterna dziewczynka, która sprawiła, że serce Marcela zabiło mocniej. Jego miłość była zdecydowanie „ślepa”, zachowanie Izebelli było dla niego w zupełności normalne. Jedynie najbliżsi sądzili, że coś jest nie tak. Życie jedenastoletniego Marcela było pełne wzlotów i upadków. Poznawał trudności życia na własnej skórze, doświadczenie miało go uodpornić na trudne chwile w przyszłości. Jednak dla jedenastoletniego chłopca tak wiele emocji na raz często jest nie do zniesienia. W takich wypadkach najlepszym lekiem są przyjaciele i rodzina – osoby, które zawsze zrozumieją i posłużą dobrą radą. Przyznam szczerze, że kiedy otrzymałam „Czas tajemnic”, byłam do niej nastawiona dość sceptycznie. Miałam wrażenie, że jest to jakaś bajeczka – książka dla dzieci, na którą jestem już zdecydowanie za stara. Jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy już po przeczytaniu kilkunastu stron poczułam, że nie mogę się oderwać. Autor opisywał naprawdę interesujące szczegóły z życia nie tylko swojego, ale także swoich rodziców, dziadków i rodzeństwa. Podczas czytania wracałam myślami do własnych wspomnień – pierwszego dnia w liceum, kiedy pośród zupełnie nieznanych sobie osób musiałam odnaleźć siebie samą, a jednocześnie w odpowiedni sposób zaakcentować swoją obecność. Marcel miał podobne problemy z wdrążeniem się w nowe środowisko. Jak mu się to udało? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w „Czasie tajemnic”. Cieszę się, że mogłam przeczytać tą piękną książkę i poznać Marcela Pagnola trochę bliżej. Mimo że autor ten, zapisany w pamięci Francuzów jako wybitny prozaik, dramaturg i reżyser odszedł w 1974 roku, jestem pewna, że był człowiekiem wyjątkowym – oddanym swoim pasjom i nie bojącym się spełniać swoich marzeń.
Ocena własna: 8/10 Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa
Nika
czwartek, 03 maja 2012
Autorka: Katherine Howe Przełożył Rafał Olboromski Wydawnictwo: Niebieska Studnia Rok wydania: 2010, stron 413 Opis: Urocza, czarodziejska, magiczna powieść, której akcja dzieje się współcześnie, ale ma swą genezę w XVII wieku, w czasach słynnych procesów czarownic z Salem. Cytat: Jejmość Dane wysłała swego ducha, aby mnie bił! To nie ja was potępiam, dobrodziejko Dane. To nie ja!
Zaginiona księga z Salem według magazynów „People” oraz „New York Daily News” uważana jest za mroczną i czarującą, aczkolwiek w głównej mierze jest po prostu prawdziwa. Katherine Howe w interesujący sposób przybliża czytelnikom dawne dzieje, ponieważ łącząc je z fikcją, sprawia, że lektura dociera do szerszej grupy odbiorców. Jestem wręcz pewna, że gdyby tak zostały napisane wszystkie podręczniki do historii, uczniowie przyswajaliby sobie ten przedmiot z olbrzymią ochotą. W książce mamy do czynienia z dwoma światami: ze współczesnym oraz XVII-wiecznym, w trakcie którego odbywały się słynne procesy czarownic z Salem, o jakich każdy z Was na pewno słyszał. Wiadomo również, że zostały one w zasadzie wywołane poprzez córkę miejscowego pastora, Betty Parris, i jego kuzynkę, Abigail Williams – główna bohaterka powieści Arthura Millera Czarownice z Salem – które zaczęły cierpieć na podobne konwulsje i jednogłośnie twierdziły, że padł na nie jakiś zły urok. Oczywiście, domniemanej winnej nie trzeba było daleko szukać. Oskarżono Titubę, niewolnicę wielebnego Parrisa, która – o dziwo! – przyznała się do winy, a także wymieniła nazwiska innych kobiet „służących diabłu”. Wkrótce sprawa ta zaczęła się na dobre wymykać spod kontroli i po paru miesiącach postawiono zarzut uprawiania magii ponad setce ludzi, z których około dwudziestu skazano na powieszenie. Między innymi właśnie Deliverance Dane. Była to dawna krewna głównej bohaterki powieści, Connie Goodwin, której imię i nazwisko ta znalazła na karteczce w kluczu włożonym w Biblię. Porządkowała wówczas dom babci dziesięć lat po jej śmierci, chcąc wreszcie sprzedać niepotrzebną nieruchomość. I właśnie od tego wszystko się tak naprawdę zaczęło. Connie, będąc absolwentką Harvardu i badaczką z wrodzoną ciekawością, wręcz musiała odkryć i tę tajemnicę. A tym bardziej jeżeli miałoby się to pokryć z jej doktorancką pracą. Niestety, nie wszystko wyglądało tak pięknie, jak się mogło wydawać. Wraz z kolejnymi rewelacjami, było coraz więcej niewiadomych, ciągle przybywały także nienaturalne fenomeny, których rozum w żaden sposób nie zdoła pojąć. W końcu kto normalny uwierzyłby, że magia istnieje i że posługuje się nią sąsiad lub sąsiadka? Powieść ta daje nam całkiem inne spojrzenie na tego typu zjawisko. Czytając ją, dowiadujemy się, że magia to dar od Boga. Pomaga ona przecież w codziennym życiu: naprawia to, co człowiek zniszczył, ma właściwości uzdrawiające czy budujące. Bez niej zresztą w ogóle nie byłoby życia, bo jak inaczej powstali pierwsi ludzie? Oczywiście, że za pomocą czarów! Tak właśnie rozumuje Connie. Chociaż na początku historii jest kobietą twardo stąpającą po ziemi, która nie wierzy w żadnego rodzaju przesądy czy też inne brednie. Jako historyk, dla niej liczą się wyłącznie fakty. Dlatego tak bardzo denerwuje ją własna matka, która zarabia dzięki oczyszczaniu aury u innych. Z czasem jednak dziewczyna odkrywa w sobie drugie „ja”, które wywraca jej dotychczasowe życie do góry nogami. Zdana jest w głównej mierze na siebie, chociaż czasami pomaga jej nowo poznany mężczyzna, Sam, konserwator zabytków na wysokości, z którym powoli zacieśnia więzi. Nie można zapomnieć również o profesorze Manningu Chiltonie, jej promotorze, który wkrótce może okazać się zupełnie kimś innym. Podsumowując, dzięki tej książce czytelnik zdaje sobie sprawę, że nie trzeba daleko szukać, by zaufać czemuś mało realnemu. Wystarczy mieć szeroko otwarte serce i duszę oraz pamiętać, że jeżeli w coś nie wierzymy, to nie znaczy, że to nie istnieje. Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu: Ocena własna: 8/10 Ew.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Dobre pomysły rodzą się przypadkowo. Ostatnio w komentarzach na blogu Felicji [cowartoprzeczytac.blox.pl] rozmawiałyśmy o tym, jak mało fantastyki widzi się na blogach recenzenckich. Zażartowała, że w internecie powinna powstać koalicja miłośników tego gatunku literackiego. I tak powstał blog Czytamy Fantastykę, do którego współtworzenia serdecznie zapraszamy Was razem z Felicją i Ew, która z entuzjazmem poparła projekt. Spójrzcie na swoje półki – jeżeli zaczytujecie się w książkach Sapkowskiego, Tolkiena lub Ziemiańskiego, przyłączcie się do nas, a z pewnością poznacie wiele nowych, interesujących tytułów!
Jakie są warunki przystąpienia do koalicji „Czytamy fantastykę”? Nic prostszego! Należy: 1. Napisać o akcji na swoim blogu i odpowiedzieć na trzy pytania:
2. Umieścić na swoim blogu logo akcji. <a href="http://czytamyfantastyke.blox.pl/"><img src="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/czytamyfantastyke400.jpg" /></a>
<a href="http://czytamyfantastyke.blox.pl/"><img src="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/czytamyfantastyke300.jpg" /></a>
<a href="http://czytamyfantastyke.blox.pl/"><img src="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/czytamyfantastyke200.jpg" /></a>
Blog www.czytamyfantastyke.blox.pl służył nam będzie jako baza recenzji książek z gatunku fantastyki (w tym fantasy, science-fiction ). Tam również znajdziecie wszystkie informacje, jeżeli zdecydujecie się do nas przyłączyć. Mamy nadzieję, że członków naszej koalicji będzie coraz więcej, a co za tym idzie, ilość recenzji regularnie będzie się powiększać. Pomóżcie nam wypromować fantastykę wśród czytelników w każdym wieku – jest to zdecydowanie niedoceniany gatunek literacki, co bardzo chciałybyśmy zmienić.
Oto moje odpowiedzi na pytania: 1. Choć moje zamiłowanie do fantastyki trwa stosunkowo krótko, zdążyłam zapałać miłością do niektórych tytułów. Moim niekwestionowanym numerem jeden jest trylogia „Achaja” autorstwa Andrzeja Ziemiańskiego oraz „Necrosis. Przebudzenie” Jacka Piekary. Z fantastyki zagranicznej znam niewiele dzieł, pomijając „Władcę Pierścieni”. Do moich ulubionych tytułów należą m. in. „Blask księżyca” Rachel Hawthorne oraz „Każda magia jest dobra” Kim Harrison. Recenzje tych książek albo już pojawiły się na Pergaminie, albo znajdą się tutaj niedługo.
2. Jest ich stosunkowo niewiele, lecz ilość przeczytanych przede mnie książek fantastycznych wciąż rośnie: 3. Czeka na mnie seria o „Wiedźminie”, w którą nie zdążyłam jeszcze się wczytać. W kolejce czekają również książki Jacka Piekary, Eugeniusza Dębskiego, Rafała Dukaja, Mai Lidii Kossakowskiej oraz Jakuba Ćwieka.
Odpowiedzi Ew: 1. Zdecydowanie bardziej lubuję się w fantastyce zagranicznej, przeważnie amerykańskiej i angielskiej, ponieważ do tej pory jakoś nie miałam styczności z innymi. Do polskiej próbuję się ciągle przekonać (Nika również stara się mi w tym pomóc). Na razie aczkolwiek wręcz przepadam za: Trylogią Czarnych Kamieni i dalszymi książkami z tego świata, Akademią wampirów, Trylogią Czarnego Maga, Darami Anioła, Błękitnokrwistymi, Mrocznym sekretem i wiele, wiele więcej.
2. Trochę tego było: 3. Wszystkie, jakie tylko się napatoczą. ;)
Nika | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||